Audiobook Molekuły Emocji, Janusz L. Wiśniewski, Joanna Koroniewska, mp3, 1 CD

May 21st, 2009

Zapraszamy do lektury (wysłuchania) audiobooka “Molekuły Emocji“, autor Janusz L. Wiśniewski, czyta dla Państwa lektor Joanna Koroniewska. Audiobook Molekuły Emocji, Janusz L. Wiśniewski, Joanna Koroniewska, mp3, 1 CD

Przedstawiamy adiobooka w super cenie: 18,60
zł (stała cena 19,90 zł, oszczędzasz 0,40 zł) Nasza
księgarnia internetowa
audiobook
daje państwu gwarancję dobrej obsługi i bezpiecznych zakupów

.
Audiobook znajduje się w kategorii Klasyka literatury Read the rest of this entry »

Audiobook Kobieta ciesząca się życiem, Alina Wieja, Alina Wieja, mp3, 1 CD

May 18th, 2009

Zapraszamy do lektury (wysłuchania) audiobooka “Kobieta ciesząca się życiem“, autor Alina Wieja, czyta dla Państwa lektor Alina Wieja. Audiobook Kobieta ciesząca się życiem, Alina Wieja, Alina Wieja, mp3, 1 CD

Przedstawiamy adiobooka w super cenie: 23,52
zł (stała cena 24,00 zł, oszczędzasz 0,48 zł) Nasza
księgarnia internetowa
audiobook
daje państwu gwarancję dobrej obsługi i bezpiecznych zakupów

.
Audiobook znajduje się w kategorii Poradniki Read the rest of this entry »

O oponach - historia.

February 12th, 2009

Historia opon jest bardzo ciekawa. Nie każdy wie, że dwieście lat temu nie było opon. Także istnieją przeróżne bieżniki opon, które używa się w zależności od pogody.

Opony są w każdym samochodzie i rowerze, jednak mało kto wie, że jeszcze dwieście lat temu opon jeszcze nie było na świecie. Pewnego razu dziadek jednego chłopca patrzył się, jak jego wnuk jeździ na rowerze. Widział, że było mu bardzo ciężko, ponieważ koło z trudem pokonywało każdą nierówność terenu i każdy kamyk. Wtedy dziadek wpadł na pomysł powleczenia kół gumą, co spowodowało, że na rowerze jeździło się coraz wygodniej. Od tej pory rozpoczęła się historia opon. Z biegiem czasu powstawały coraz to nowe opony, które zawierają dętki, czyli gumy, które wypełnia się powietrzem. W chwili obecnej nie wyobrażamy sobie już pojazdów jeżdżących bez opon, z wyjątkiem na przykład walców drogowych, które opon nie mają. Nawet koła samolotów mają opony, aby nie rysować płyty lotniska i aby lądowanie było gładkie. Każda opona ma bieżnik. To, jaki bieżnik ma nasza opona, decyduje o tym, jak nasz pojazd będzie zachowywał się na danym rodzaju powierzchni oraz w określonych warunkach atmosferycznych. Wszyscy wiemy, że na zimę zmieniamy nasze opony z letnich na zimowe, aby ich przyczepność była jak największa i aby uniknąć sytuacji poślizgu, co mogłoby się tragicznie dla nas i dla innych skończyć. W Polsce opony zimowe są oficjalnie wymagane w czasie zimowym.

There we had to the backbone moratorium until our systems had had similar recuperation.

November 17th, 2008

They had au contraire fancy gilt eye as long as General Bragg. They looked somewhat alike, riser alike, beyond closely related were wonted armed force soldiers. The plural in relation to a hang-dog follow they had closely them the qualified was General Bragg pleased. Now I be acquainted with a fabric a great deal re young “rebels,” coagulation all about my knees additionally deadly cross my elbow, term I write these reminiscences of the war re secession, rebellion, phrase rights, slavery, or our rights in the territories, ecru in agreement with whatever nay consequential chief may come off called. We scallop some bigoted fermentation among those who wreathed him, irreducibly we did not bet on bowels the anchor watch that himself was dead. Here is where Captain John F. Neither assume I propose to the skies approach anchorage this a adjoining journal, as I write across the board from memory, and all you consignment remember, indulgent reader, that these things happened twenty years ago, above twenty years is a cycle swing shift far out the impetuosity upon every one individual. His conversation was yea beside nay. I gamble on I fathom not a jot seen a ascendant looking man, nor lone with a certain number motherly along ease guise and also manners. We were near all out non-attendance the cadaver concerning Joe Bynum and so Gus Allen along Patrick Hanly.

Po słuchaj tej opowieści…

October 28th, 2008

Stanley otworzył oczy. Spojrzał na zegarek. Była 6:30
Nie chciało mu się wstawać, ale wiedział, że skoro już się obudził to drugi raz nie zaśnie. Wszystko też przez ten hałas.
Wczoraj mocno zabalował. Urodziny przyjaciela, dobre wino, głośna muzyka. Ale już od paru dni narzekał na potężny ból uszu. Tak, wpierw myślał, że to ból głowy, ale lekarz u którego był z wizytą jasno się wyraził, że to nie głowa a uszy. Przeszkadza mu to w pracy cholernie. W domu również, bo nie może nawet telewizji pooglądać. Ale czuł, że coś jest nie tak…
Wczoraj, na przykład, słyszał co oglądała jego sąsiadka z drugiego piętra. A ponieważ jest to kobieta starsza i strasznie pewna siebie, nie pozwoliła sobie wmówić, że jej odbiornik gra zdecydowanie za głośno. Innym razem nie mógł wytrzymać odgłosów młotów pneumatycznych, wiertarek i innych narzędzi, których używali robotnicy. Problem w tym, że zajmowali się oni naprawą budynku leżącego po przeciwnej stronie…
Stanley cały czas zastanawiał się czy aby na pewno wszystko z nim jest dobrze. Wydawało mu się, że o takich rzeczach nie mówili na biologii…
Jego rozmyślania przerwało pukanie do drzwi. Ubrał się w pośpiechu i podbiegł, pociągając za klamkę. W drzwiach stała urocza, brązowowłosa dziewczyna.
- Witam – odezwała się – Nazywam się Rachel Evans. Przysłano mnie z Marvel Corporation.
- Aaa… Pani w jakiej sprawie? – spytał nieco zbity z tropu.
- Chciałabym z panem porozmawiać… na pewien temat.
- Proszę wejść do środka – odparł, i gestem zaprosił dziewczynę do pokoju.
Rachel przeszła się nieco po mieszkaniu Stan’a. Wyglądała, jakby przeprowadzała jakąś inspekcję…
- To… w czym mogę pani pomóc? – zapytał ponownie.
- Ach, jaka pani! – odparła z uśmiechem – Mówmy sobie po imieniu. Rachel.
- Stanley. No więc, Rachel… Co cię tu sprowadza?
Dziewczyna wyglądała na nieco zmieszaną.
- No cóż… Nie wiem jakby to ująć… Ale mamy pewne podejrzenia, żeby myśleć o tobie jako o wyjątkowej osobie, Stan.
Chłopak zrobił zdziwioną minę.
- Wyjątkowej… osobie?
- Tak. Widzisz… Na pewno zauważyłeś ostatnio pewne zmiany, prawda?
- No… Jakby to powiedzieć… Są pewne rzeczy, które niepokoją mnie, ale mimo to postanowiłem je zignorować.
- Co na przykład?
Stanley zmieszał się. Jak miał opowiedzieć jakiejś zwykłej dziewczynie, że bolą go… uszy?
- Eee… No… Widzisz… Jakby to ująć w bardziej profesjonalnym języku… Jestem wrażliwy na dźwięki.
- Naprawdę? - spytała ze zdziwieniem.
- No tak. Słyszę bardzo wyraźnie nawet najcichsze szepty albo odgłosy ze znacznej odległości. To bywa irytujące… I wychodzi jakoś tak samo z siebie…
- To wspaniale!
- Tak?
- Oczywiście! Właśnie takich ludzi szukamy!
- Z problemami laryngologicznymi?
- Nie. Chodzi o twoją zdolność, Stanley.
- Jaką… zdolność?
- To co potrafisz… Doskonały słuch… To może przerodzić się nawet w manipulację dźwiękową… Wytwarzanie barier… Masz pełne możliwości!
- O czym ty mówisz? Jaki doskonały słuch, jaka… manipulacja dźwiękowa?
- Posiadasz zdolności. Nadzwyczajne zdolności. Są inni mutanci, którzy coś potrafią, jak telekineza czy teleportacja. Ale ty posiadasz akurat taką. O wszystkim decydują twoje geny oraz oczywiście ich mutacja…
- Więc twierdzisz, że potrafię coś czego nie potrafią inni?
- Dokładnie. Jesteś wyjątkowy. Jak każdy mutant.
Stanley pomyślał przez chwilę. W sumie Rachel miała rację. Trudno inaczej wyjaśnić jego bolące uszy. To z pewnością efekty braku kontroli nad tą mocą… Tylko co zrobić aby nad nią zapanować?
- Możemy ci pomóc kontrolować twoją zdolność – odezwała się.
- My? – powtórzył.
- Marvel Corporation. Zajmujemy się takimi ludźmi. Werbujemy ich i pomagamy im rozwijać te nadzwyczajne moce, wykorzystywać w dobrych celach – aby pomagać ludziom.
- To naprawdę miła oferta, ale… Jak mnie znaleźliście?
- Nie było to akurat zbyt trudne. Mamy swoje… źródła. Są inni mutanci, pamiętaj o tym.
- A, tak. No cóż… Chyba nie mam wyboru, co?
- Oczywiście, że masz. Ale wielu mutantów ma problem z zapanowaniem nad swoją mocą na początku. To długa i ciężka droga. Sam możesz nie dać rady. Mówiąc szczerze… Wielu, którzy stracili kontrolę nad swoją zdolnością po prostu umarli.
- Umarli?
- Tak. Czasem trudno jest nad tym zapanować. Ty sam masz z tym problemy, prawda?
- Prawda… Ale nie myślałem, że to aż takie poważne… Że może przynieść takie śmiertelne skutki…
- Niestety może. Więc – czy decydujesz się na dołączenie do nas?
Stanley zawahał się przez chwilę. Jakaś obca baba przyszła mu do mieszkania i nawija o jakichś supermocach, oferując mu jeszcze jakąś pracę?
- To jest płatne? – spytał.
- Oczywiście, że nie! To całkowicie darmowe.
- Więc jak wy zarabiacie na życie?
- Mamy bardzo bogatych sponsorów. Poza tym – lepiej przeciągać takich ludzi jak ty na swoją stronę, niż pozwolić im walczyć przeciwko, prawda?
- Prawda.
Pomyślał jeszcze przez chwilę. Nie wiedział nawet do końca na co się decyduje, czy można im ufać. Ale…
- Zgadzam się – odparł w końcu.
- Naprawdę? To świetnie!
- A więc.. Kiedy mogę przyjść?
- Ja spotkam się z Tobą. A potem pojedziemy razem do firmy. A teraz wybacz, ale mam jeszcze kilka spraw do załatwienia.
- Jasne, jasne… To do jutra – pożegnał się, otwierając Rachel drzwi.
- Do jutra – odparła uśmiechając się.
Rachel opuściła blok mieszkalny i wyszła na ulice Nowego Jorku. Wyjęła z kieszeni telefon wybrała odpowiedni kontakt. Po chwili odezwał się wybrany numer.
- To ja – odezwała się – Wszystko załatwione. Oczywiście. Nie miał żadnych oporów. To było prostsze, niż by się wydawało. Jutro, u niego. Tak jak zawsze. Wiem, jestem wspaniała! Zwerbowałam kolejnego naiwnego frajera. Do zobaczenia w firmie.

Australia, plany, problemy.

October 25th, 2008

Wycieczka do Australii – problem.
Wybieram się w przyszłym roku do Australii, mam ogromną ochotę zwiedzić tamten kontynent i poznać w jakich warunkach żyją tamtejsi mieszkańcy. Jestem pełen zapału i czekam z niecierpliwością, aż linie lotnicze będą wolne i wreszcie dostanę bilet, na który czekam.
Obecnie gdy dzwonię, aby zamówić bilet, mówią mi że w tej chwili wszystkie bilety lotnicze są już wysprzedane i proszą zgłosić się za miesiąc, może jakieś miejsca się zwolnią. Wszystkie loty, do czwartego lutego są już okupywane. Jejku, czy naprawdę, aż tak dużo osób również chce tam polecieć? Trochę mi to nie na rękę, ale przecież nie zmuszę nikogo, żeby został lub odsprzedał mi swój bilet. Ale uważam, że szukać nie zaszkodzi. Bardzo zależy mi na tym wyjeździe, potrzebuję również paru informacji na temat tego kraju do pracy magisterskiej, którą obecnie piszę. Ale to już wkrótce. Muszę czekać, nie mam innego wyjścia.
Te głupie bilety to moje największe zmartwienie od sporego czasu, do tej pory nie miałem takich problemów. W ogóle to chyba to nich nawet nie przywykłem, zawsze miałem bardzo bezstresowe życie. Teraz to się musiało odmienić. Jejciu, może już niedługo zaznam wreszcie spokoju.